Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

30 lipca 2011 Natalia Dołżycka

Czy za darmo się opłaca?

Czy można zarobić na czymś co jest za darmo? Czy chińskie podróbki markowych ubrań poprawiają wyniki sprzedaży w salonach Diora? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Chris Anderson w kultowej już książce „Za darmo. Przyszłość najbardziej radykalnej z cen”.

„Za darmo” to książka nienowa, bo wydana w USA dobrych kilka lat temu. W myśl idei w niej zawartej pozycję można było bez problemu za darmo ściągnąć z internetu. W tym roku pojawiła się również na polskim rynku, w ramach serii „Punkty przełomowe” Znaku (którą bardzo mocno polecam wszystkim interesującym się nowymi mediami, internetem i marketingiem), pozwalając zapoznać się z pozycją także polskim czytelnikom.

Anderson w swojej książce snuje dość kontrowersyjną teorię, opowiadając o ekonomii „za darmo”, czyli darmowych produktach i usługach, które jednak w dłuższej perspektywie przynoszą zysk. Dokładnie śledzi ich historię i wpływ na światową gospodarkę, na koniec podając aż 50 rozwiązań „za darmo”, które wspomóc mają rozwój każdego biznesu.

Autor analizuję ekonomię „za darmo” przez pryzmat cyfrowej rewolucji, jaka dokonała się na przełomie wieków. To, co kiedyś było postrzegane jako zwykłe rozdawnictwo gadżetów w cyfrowym świecie stało się standardem. Dziś już nikt chyba nie wyobrazi sobie płatnej przeglądarki, a próby wprowadzenia opłat za internetowe wydania papierowych gazet spotyka się z mocnym oporem internautów. Za darmo nie umarło, jak głosi słynne polskie przysłowie, ale w dobie globalnej sieci ma się jeszcze lepiej. Co więcej, jak dowodzi Anderson, można na nim nieźle zarobić.

Jak? Oferując usługi premium, udostępniając wersje testowe, dzieląc się wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami. Przykłady można mnożyć, co zresztą robi sam autor, przytaczając dowody wprost ze światowej gospodarki. Rozdawanie DVD, żeby zarobić na abonamencie za ich użytkowanie, firma rozdająca auta w leasingu za darmo, przynosząca miliony zysku, „tanie” bilety jednego z przewoźników lotniczych, który zarabia na dodatkowych opłatach - przykłady można mnożyć. To najlepszy dowód na to, że dobrze zaplanowane „za darmo” zwróci się w krótkim czasie.

Czytając „Za darmo” ma się jednak wrażenie, że - wbrew tytułowi - ten model biznesowy tak naprawdę nie jest głównym bohaterem książki. Anderson pisze bowiem przede wszystkim na ekonomii internetu, w każdym, również płatnym aspekcie. Na jego historii, możliwych gałęziach rozwoju, strategiach biznesowych. Książka przez to miejscami może wydawać się nieco nieprzystępna - to nie opowieści w stylu Gladwella, gdzie wszystko „czyta się samo”, ale dość szczegółowa i rzetelnie odrobiona lekcja biznesowego podejścia do globalnej sieci. Co nie zmienia faktu, że na tyle interesująca, by styl autora nie stanowił problemu.

Anderson nie skupia się na akademickich dywagacjach, z precyzją chirurga wskazuje praktyczne aspekty swoich tez. Tu każde zdanie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, w strategiach dużych i rozpoznawalnych marek. Ta książka będzie trudna do przełknięcia dla tych, którzy w windowaniu cen upatrują swoją szansę na sukces, doda za to skrzydeł tym, którzy nie boją się podejść do zarabiania pieniędzy z otwartym umysłem.

Dla kogo jest „Za darmo”? Na pewno dla praktyków, myślących o prowadzeniu biznesu w sieci lub cyfrowej dystrybucji swoich dóbr. Otwiera oczy, inspiruje, pobudza do działania i nowych, odważnych pomysłów. To doskonała pozycja, umożliwiająca zrozumienie istoty specyficznego ekosystemu biznesowego, jakim jest internet. Osobiście polecam zaopatrzyć się w wersję w twardej okładce - bo do tez naczelnego „Wired” będziecie wracać jeszcze nieraz.

Podziel się opinią