0
EN

Blog o marketingu internetowym

czwartek, 6 grudnia 2012 | Karina Swachta

Phone around the world - przyłącz się!

Podróżniccy postanowili wyprawić swojego smartfona w podróż dookoła świata. Czemu nie? W końcu nie jest mu potrzebna wiza. Może dotrzeć wszędzie i jest tani w utrzymaniu. Przebywam akurat na Islandii i pomyślałam, że tego kraju nie może zabraknąć na jego podróżniczej mapie. Tym bardziej, że mój gość ma ogromne potrzeby społecznościowe, a to Socjomaniacy rozumieją doskonale. Jakieś propozycje, co możemy razem robić?

Marzeniowe „must have”

Phone around the worldPhone around the world

W marcu firma Qualcomm wysłała swój telefon dookoła świata, aby pokazać, jak długo jego bateria może wytrzymać bez ładowania. Świat zamknął się dla nich w 9 miastach. Ania i Kuba rzucili pomysłem, który odbija się teraz jak piłeczka pingpongowa po wirtualnym świecie. Do udziału zgłosiło się już ponad 80 osób, a w tym chętni z tak odległych zakątków, jak Papua Nowa Gwinea, Tanzania, Angola czy Indonezja.

Podróż dookoła świata jest na liście marzeń niemal każdego z nas. Zazwyczaj nie możemy sobie na nią pozwolić. Jednak biorąc udział w tej akcji, dajemy sobie jej namiastkę. Otóż Podróżniccy wciąż szukają chętnych:

Niebawem będziemy ogłaszać nabory dodatkowe, ponieważ czasem brakuje kilku krajów między tymi, które się zgłosiły, żeby lepiej i szybciej przetransportować telefon.

Dla tych, którzy są zainteresowani udziałem – miejcie oczy i Facebooki zawsze otwarte, bo mogą pojawić się nowe informacje na fanpage’u bloga. Telefon również posiada swój fanpage i to po angielsku. W końcu to jest lansiarz na światowym poziomie! Tam też możecie śledzić wszystkie jego poczynania i poznawać uczestników. Każdy z nich ma za zadanie dokarmiać jego społecznościowe kanały oraz nakręcić krótki filmik pt. One Cool Thing. Po powrocie Samsunga do domu z zebranych filmików powstanie jeden wspólny materiał. Pamiętacie film „Life In a Day” z 2010 roku nakręcony przez użytkowników Youtube’a?

Media, czyli kto?

Okładka Time'aOkładka Time'a

Media to my. Ja, Ty, pani ze spożywczaka. Dostaliśmy do ręki narzędzia, które pozwalają nam pokazać swój kawałek podłogi. Nie musisz być znanym prezenterem telewizyjnym, aby pokazać ludziom ciekawe miejsca w swojej okolicy. To dociera do nas już na każdym kroku. Rozejrzyjcie się czasami za siebie na koncercie. Las rąk zastąpił las telefonów i sprzętów cyfrowych. Jedna chwila i piętnastolatek z ósmego rzędu ma bardziej rozchwytywane zdjęcie niż całe zastępy prasowe. Sprawa musi być naprawdę poważna, jeśli sami dziennikarze powoli zaczynają przyznawać, że nastąpiło przetasowanie w medialnym świecie. Tomasz Machała z Natemat.pl podczas swojego wystąpienia na tegorocznym Blog Forum Gdańsk mówił o tym, że nie do końca wierzy w granicę między dziennikarzami a blogerami. Przyznaje także, że wielu dziennikarzy mimo wszystko nie traktuje blogerów jako profesjonalistów. Uważam, ze „Phone around the world” oprócz tego, że jest na pewno fajną zabawą, pokazuje, jak bardzo zmieniły się media szczególnie na linii nadawcy-odbiorcy.

Wiem, ze McLuhana przywołuje się tylko w naukowych wywodach, ale ten gość przewidział to wszystko zanim jeszcze my zakładaliśmy pierwsze modemy. Jego słynne twierdzenie, ze media staną się przedłużeniem człowieka? Nie widzę bardziej trafnego określenia na smartfony. Przyklejony do ręki stał się naszym centrum dowodzenia nad światem. I dla nas, i dla Podróżnickich:

Naszym pierwszym celem po wylądowaniu jest zakup karty SIM i naładowanie jej dobrym pakietem internetowym. Dzięki temu korzystamy ze wszystkich jego dobrodziejstw oraz na bieżąco relacjonujemy to, co się dzieje.

Blogowanie to opowiadanie historii

Blogiem Kuby i Ani zainteresowałam się już przy projekcie „Szukając Witkacego”. Po pierwsze, mam do niego słabość, a po drugie uważam, że podróż z fabułą jest dziełem literackim samym w sobie. Ostatnio było o nich głośno z powodu afery kartonowej, ale to nie jest rozdział książki o kryzysach w mediach społecznościowych. Uważam, że w polskiej blogosferze brakuje ciekawego pisania o podróżach. Zazwyczaj są to posty skupiające się na suchych informacjach albo patetycznych opisach o zachodach słońca. Oczywiście, blogi podróżnicze są również po to, aby dostarczać informacji tym, którzy wybierają się w nieznane rejony, ale podoba mi się chęć opowiedzenia tych historii, w jak najciekawszy sposób. To świadczy o pasji, a także o poważnym podejściu do marki, jaką jest blog.

Na stronie akcji znajdziemy więc wiele wartościowych informacji, po pierwsze – dla miłośników podróży np. o architekturze Gruzji. Każde miejsce jest przedstawiane z perspektywy osoby, która tam mieszka i żyje. Zawsze ciekawsze niż przewodniki.

Smartfon próbuje tradycyjnych dańSmartfon próbuje tradycyjnych dań
Smartfon zwiedza miastoSmartfon zwiedza miasto
Smartfon doznaje innych uciechSmartfon doznaje innych uciech

Po drugie – sporo informacji dla social media geeków. Opowieści blogerów z różnych krajów mogą być inspiarcją dla marketingowców lub materiałem dla szkoleniowców. Rozmawiając o rewolucyjnej sile mediów społecznościowych zazwyczaj padają przykłady Egiptu. Czerpiąc informację od blogerów „Phone around the world”, możemy rozmawiać o tym, jak w Gruzji czy Azerbejdżanie społeczeństwo aktywizuje się za pomocą mediów społecznościowych.

Po trzecie - ta historia to ciekawy sposób na promowanie Polski jako marki. O tym, dlaczego Islandczycy są od nas w tym lepsi napisała Natalia Hatalska. Ja chcę kreować pozytywny wizerunek Polski i Polaków na Islandi i myślę, że w tym także pomoże mi mój nietypowy gość. Dodatkowo jest on załadowany polskimi aplikacjami na Androida, które warto promować za granicą. O akcji „Phone around the world” napisał już serwis Tnooz i na oficjalny blog Orange. Myślę, że lista portali zagranicznych, piszących o „polish bloggers” będzie się powiększać.

Uda się?

Nieprzewidywalność to główna cecha tej akcji. Podróżniccy sami przyznają, że nie da się jej rozplanować, napisać scenariusz, a potem odhaczać kolejne punkty. Kiedy obsługa pociągu odmówiła zabrania telefonu do Baku, pomogła przypadkowo poznana dziewczyna. Czy akcja dobiegnie do końca, tego nie wie nikt. Nawet sami pomysłodawcy. Mimo wszystko dodają: chrzanić to. Polacy kochają narzekać i widzieć wszystko w ciemnych barwach. Lubię ludzi, którzy łamią ten stereotyp, mówiąc „mamy to gdzieś, że może się nie udać”.

Wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Udowodnił to eksperyment Milgrama. Udowadnia to Facebook. Udowadniają to social media w ogóle - dziewczyna z Indonezji zgłosiła się do udziału, bo dowiedziała się o akcji, śledząc zdjęcia z Gruzji na Instagramie. Chciałabym, aby do tego wyjątkowego łańcuszka dołączyli także czytelnicy Socjomanii! Podsyłajcie pomysły ([email protected]), w jaki sposób mogę fajnie wykorzystać telefon, kiedy już wpadnie w moje ręce.

Czytaj również

blog1 blog2

Na jakim etapie jesteś?