Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

case studies social media
29 listopada 2011 Bartłomiej Rak

Z agencją social media na giełdę?

Łukasz Misiukanis jest założycielem i prezesem firmy social media Socializer SA. W wywiadach jakich udzielał na początku tego roku,

zapowiadał, że jego firma stanie się najlepszą i największą agencją social media w Polsce. Lada chwila Socializer SA wejdzie na NewConnect, a aktualna kapitalizacja firmy przekroczyła 14 milionów złotych. Agencja prowadzi kampanię dla takich klientów jak Citibank, Microsoft, Polpharma, Puma. O sobie oraz o celach, które osiągnęli i które jeszcze przed nimi stoją opowiada prezes Łukasz Misiukanis.

Bartek: Jakie były początki Twojej działalności biznesowej?
Łukasz Misiukanis: W liceum uczęszczałem do klasy o profilu matematyczno – fizycznym. Od samego początku najbardziej interesowała mnie informatyka. Swoje przygody z biznesem zacząłem właśnie od programowania. Stworzyłem wraz z dwoma osobami taką nieformalną spółkę. Budowaliśmy sklepy internetowe w Ełku. To był mój pierwszy biznes. Programować nauczyłem się już w 6 klasie podstawówki. Potem wygrałem wojewódzki konkurs, pisząc jakąś edukacyjną aplikacje w Pascalu i dostałem stupendium Prezesa Rady Ministrów. Studia na Politechnice Warszawskiej rozszerzyły moje możliwości na inne języki programowania.

B: Jak powstała firma SYNERWAY?
Ł.M.: Wraz ze wspólnikiem założyliśmy ją w 2002 roku. Wtedy skończyła się zabawa w studiowanie. Jeździłem na uczelnię, tylko po to, żeby zaliczać egzaminy. On zajmował się handlowaniem i sprawami finansowymi, a ja bardziej produkcją. Pierwsze trzy lata były ciężkie. Przeszliśmy przez sporo wahań finansowych, ale potem wyszliśmy na prostą. Mieliśmy w ofercie własne produkty. Były to głównie systemy rezerwacyjne dla branży turystycznych. W pewnym momencie staliśmy się liderem w Polsce, wypierając z rynku niemieckie systemy. Drugą naszą specjalizacją było pozycjonowanie i pośrednictwo w zakupie adwordsów. Momentem zwrotnym w historii firmy był moment, w którym pojawił się pierwszy inwestor. Wtedy mogliśmy skupić się na programach, które interesowały nas najbardziej. Półtora roku później sprzedałem swoje udziały wspólnikowi i odszedłem z firmy.

B: Wtedy założyłeś własną firmę świadczącą usługi w social media - Socializer…
Ł.M.: Po pół roku zacząłem pracować nad Socializerem, zaczynając pierwszą kampanię dla Microsoftu. To była iskra zapalna. Zdałem sobie sprawę, że przy niewielkich kosztach można zrobić kampanię, która osiąga najlepsze wyniki.

B: Co się zmieniło w marketingu social media od momentu powstania Waszej agencji?
Ł.M.: Na pewno zwiększyła się konkurencja na rynku agencji social media. Spadły trochę zyski. Pojawia się coraz więcej ludzi, którzy mają doświadczenie w prowadzeniu takich kampanii. Wcześniej w Polsce dobrych specjalistów w tej dziedzinie można było policzyć na palcach jednej ręki. My planujemy wyjść również za granicę, gdyż wypracowaliśmy sobie po drodze dużo narzędzi, które nam to umożliwią. Już pracujemy dla trzech firm szwajcarskich i jednej we Włoszech.

B: Macie jakieś dofinansowanie?
Ł.M.: W Socializer SA zainwestowała kilka podmiotów i osób prywatnych. Dla mnie liczą się przede wszystkim kontakty i możliwości akcjonariuszy. Obecnie 34.01% udziałów jest rękach inwestorów, a 65,09% należy do mnie. Przed wejściem na NewConnect przeprowadziliśmy emisję na 5%, które zostały sprzedane za 700 tysięcy złotych. Będziemy pierwszą firmą zarabiającą na social media na giełdzie.

B: Planujesz za jakiś czas wejść na parkiet główny?
Ł.M.: Jeszcze nie wiem, czy zdecyduję się na to. Jeżeli kapitalizacja jest niska, to są duże wahania kursów. Pojawia się groźba, że nawet mały kapitał może rozwalić całą wartość firmy. Tutaj mamy większą kontrolę.

B: Jaki trzeba mieć budżet, żeby rozpocząć z Wami współpracę?
Ł.M.: Najtańsza aplikacja jaką zrobiliśmy kosztowała 1,500 złotych. Najdroższa kampanię sprzedaliśmy za ponad 400 tys. złotych.

B: Ile osób aktualnie zatrudniasz?
Ł.M: Nasz zespół liczy ponad 30 osób, ale cały czas powiększamy się. Mamy w tym momencie potrzebę na 40 parę osób. Otwieramy własny dział produkcji aplikacji i gier, więc poszukujemy programistów. Mamy możliwości zwiększać zatrudnienie o 5 osób miesięcznie, ale dobrych specjalistów na rynku jest mało.

B: Marta Szczepańska to super pracownik czy demonstracja siły?
Ł.M.: Martę znałem z jej działań w mediach społecznościowych na długo przed tym, zanim zaczęła u mnie pracować. Konsultowaliśmy ze sobą pewne zagadnienia. Zawsze oceniałem ją jako bardzo dobrą specjalistkę.

B: Czy takie osoby przychodzą do Ciebie już ze swoimi klientami?
Ł.M.: Nie, ale kiedy Marta do nas dołączyła, K2 zaczęło nam zlecać jakieś aplikacje. Znali ją i wiedzieli, że można jej zaufać. Pokazali tym, że dla nich taki transfer nie był żadnym problemem. Ja byłem zdeterminowany, żeby zrobić największą i najlepszą agencję social media w Polsce. Mimo tego, że wtedy byliśmy jedną z najmniejszych firm w tej branży, ona mi zaufała. Była jedną z perełek, które postanowiłem zatrudnić.

B: Nikt nie ma do Ciebie pretensji, że ściągasz do siebie takie perełki?
Ł.M.: Ja nie wyciągam zbyt wielu osób z różnych firm. Albo sami do mnie przychodzą, albo są to osoby spoza branży social media. Cały czas mam strategię, aby mówić otwarcie o tym, co się dzieje w firmie. Dostajemy oferty od wielu osób, ale wybieramy tylko najlepszych.

B: Klienci z branży turystycznej to efekt kontaktów we wcześniejszej firmie?
Ł.M.: W biznesie jest tak, że jeśli w poprzedniej firmie nie oszukałeś nikogo, a klienci byli zadowoleni, to oni widzą najpierw Ciebie, a potem resztę. Wybierają Ciebie, bo spodziewają się, że to co robisz teraz jest na równie wysokim poziomie. Dzięki wypracowaniu sobie dobrych kontaktów z dużą liczbą klientów, na pewno miałem łatwiej.

B: Jakie są Wasze cele?
Ł.M.: Chcemy rozwinąć wewnętrzny dział produkcji aplikacji i gier oraz stworzyć społecznościowy system afiliacyjny. Jeśli Socializer SA będzie kapitalizowany na poziomie 50 milionów złotych, nastąpi kolejna emisja, z której pieniądze przeznaczymy na dalsze cele. NewConnect jest dla nas ważny, gdyż chcemy pokazać dobrą historię notowań firmy. Przede wszystkim dlatego, że mamy dobre wyniki finansowe. Nasze zyski netto za pierwsze pół roku działalności jako spółka akcyjna wynoszą między pół miliona a 600 tysięcy złotych.

B: Jeszcze na koniec. Jakie są Twoje wrażenia po zmianach na Facebooku?
Ł.M.: Uważam, że są to zmiany na lepsze. Facebook zaczyna wreszcie porządkować informacje i walczy ze spamem. Dużym problemem (szczególnie w krajach, w których Facebook ma duży zasięg) były aplikacje, które mocno zaśmiecały ten portal. W tym momencie jest to wygaszane. Wprowadzono podwójny system autoryzowania aplikacji. Jasno widać na co zezwalamy, korzystając z danej aplikacji. Time Line na pewno uporządkował Facebooka. Z drugiej strony ten portal zaczyna coraz bardziej upodabniać się Google+ poprzez wprowadzoną możliwość porządkowania znajomych. Teraz widać jasny podział na grupy, miasta, bloki zainteresowania. Wcześniej trzeba się było namęczyć, żeby tych znajomych pogrupować.

B: Dzięki za rozmowę!

Podziel się opinią