Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

case studies socjomania
15 marca 2012 Karina Swachta

Afera wokół "Kony 2012" - o co chodzi?

„Kony 2012” to akcja, którą ostatnio zachwyciła się połowa świata. W tym samym czasie druga połowa zajęła się krytyką. Kampania ma na celu uświadomienie ludzi na temat zbrodniarza wojennego z Ugandy, który porywa i krzywdzi tysiące dzieci w tym regionie. Prosta sprawa - zły człowiek, którego trzeba powstrzymać. Dlaczego komuś miałoby się to nie podobać? Okazuje się, że sprawa ma swoje drugie dno, a nawet trzecie i czwarte…

Se-dno

Mało kto nie słyszał o kampanii “Kony 2012”. Film, stworzony przez organizację Invisible Children, został wyświetlony 100 milionów razy zaledwie w 6 dni od jego premiery, co czyni go najbardziej wirusowym filmem w historii. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto go nie widział, zapraszam do obejrzenia, bo jest on głównym przedmiotem sporu:

Je-dno

Już dawno żadna kampania nie wzbudzała tak ogromnych kontrowersji. Głos w tej sprawie zabrało wiele osób publicznych, a także zwykłych ludzi. Fala krytyki objęła zarówno sam film, organizację, a także reżysera – Jasona Rusella. Jeśli chodzi o niego, największe kontrowersje wzbudzają te liczby:

Zarobki ICZarobki IC

Pod takimi postami publikowanymi w sieci znajdziecie mnóstwo komentarzy typu zabiera nasze pieniądze, bogacz, co to za dobroczyńca itp. Tak sobie myślę, że ludźmi jest łatwiej manipulować niż mi się wydawało. Wystarczy wyrywać informację z kontekstu i dopisać do niej odpowiedni komentarz. Po pierwsze, wystarczy zadać sobie pytanie, ile mógłby zarabiać filmowiec z niezwykłym talentem do zarządzania ludźmi. Myślę, że gdyby robił to dla pieniędzy już dawno zmieniłby pracę. Po drugie, dlaczego nikt nie bojkotuje Amnesty International, skoro u nich zarabia się tyle:

Zarobki AIZarobki AI

Lives Under Construction Boys Ranch to organizacja, która zajmuje 2. miejsce na liście 10 najwyżej ocenianych organizacji z najmniej zarabiającymi władzami. Kwota jest faktycznie niższa, ale jest to 4% wydatków LUCBR, podczas gdy pensja Rusella to 1% wszystkich wydatków jego organizacji.

Zarobki LUCBRZarobki LUCBR

IC jest określana przez niektórych jako niegodna zaufania i podejrzana finansowo. W rankingu Charity Navigator ma 3 gwiazdki na 4, więc nie nazwałabym tego organizacją, do której można mieć poważne podejrzenia (Amnesty International ma w tym rankingu 2 gwiazdki). Raporty finansowe IC są łatwo dostępne i znajdziecie je tutaj. „Finansowe zarzuty” na tym się nie kończą. Jeśli nie wzięli tych pieniędzy do swoich kieszeni, to pewnie je źle wykorzystują:

Phony 2012Phony 2012

Organizacja wydała specjalne oświadczenie, w którym odnosi się do krytyki skierowanej pod jej adresem. Najważniejsze, w odniesieniu do powyższego obrazka, wydaje mi się przypomnienie celu ich działań. Jest to przede wszystkim uświadomienie ludzi o tym problemie. Dlaczego tak dziwi, że aby go zrealizować, zrobili film? Przecież to jest zgodne z ich misją! Poza tym, więcej świadomych ludzi to więcej pieniędzy na pomoc bezpośrednią. Gdyby zamiast tego do sieci wpuszczono przemówienie jakiegoś pana w okularkach, który przedstawia skrupulatnie liczby, nikt by na to nie zwrócił uwagi. Cel został osiągnięty – w wirusowym tempie filmik zwojował internet, a organizacja na swoim fanpage’u ma 3 mln fanów, do których dociera z ważnymi informacjami! Dla porównania - Greenpace ma na swoim koncie 1 mln.

Ludzie powołują się także na takie stwierdzenia, że Invisible Children (oraz inne organizacje tj. Human Rights Watch – o tym już nikt nie wspomina) naginają rzeczywistość, przedstawiając Kony’ego jako uosobienie zła. No tak, bo koleś, który jest oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze za zbrodnie przeciwko ludzkości to zwykły przestępca…

Tsunami krytyki

Zarzuty dotyczące finansów to tylko niegroźna fala w porównaniu z tsunami, jakie zalało twórców filmu. Główna krytyka dotyczy bowiem sposobu, w jaki opowiedziano tę historię. W debacie na temat „Kony 2012” na stronie New York Timesa wzięło udział wiele osób z bardzo różnych środowisk. Tutaj video, w którym Rosebell Kagumire, dziennikarka i blogerka z Ugandy, przedstawia najpoważniejsze zarzuty:

Według niej ta sprawa została przedstawiona, nie tak jak powinna. Nie podoba jej się sposób, w jaki mówi się o historii tego kraju, bez wspominania o ugandyjskich inicjatywach walki z tą sytuacją, które podejmowała np. Betty Bigombe. Jej zdaniem historia przedstawiona w filmie to opowieść o białym człowieku ratującym biedne afrykańskie dzieci, a taka narracja jest stosowana we wszystkich filmach, które opowiadają o Afryce. Postuluje ona o innego typu kampanie, która skupią się także na tym, aby rządy krajów afrykańskich były bardziej zaangażowane w zakończenie wojny i o dopuszczenie do głosu ludzi z Ugandy. TMS Ruge, znawca mediów społecznościowych, uważa, że social media są doskonałym narzędziem do oddania głosu ludziom, którzy go nie mają, co nie zostało wykorzystane przez Rusella. Jeśli jakiś aktywista chce pomóc, nie może zakładać, że wie, jak to zrobić najlepiej – komentuje akcje „Kony 2012”. Tylko, że nikt do końca nie wyjaśnia, co to znaczy „pomóc najlepiej”…

Jednym z głównych oskarżeń dotyczącym filmiku jest zaliczenie do go do zjawiska White Savior Industrial Complex. Tak skrytykował kampanię Teju Cole, pisarz i fotograf nigeryjskiego pochodzenia, który umieścił na swoim Twitterze kilka postów na ten temat. Chodzi o to, że Amerykanie są przedstawiani jako biali zbawiciele świata w opozycji do złych czarnoskórych. Angelo Izama, inny dziennikarz afrykańskiego pochodzenia, również przyznaje, że opozycja źli – dobrzy jest tutaj strasznym uproszczeniem.

To prawda, że filmik gra emocjami i czasami czuć patos, typowy dla amerykańskich filmów. Słodki synek Rusella, który nazywa Kony’ego złym człowiekiem. Biały człowiek, który chce pozostawić ten świat lepszym. Armia amerykańskich nastolatków, która będzie walczyć. Ale czy to jest aż takie ważne? Chriss Blattman, wykładowca na wydziale Nauk Politycznych i Ekonomii w Yale, krytykuje tę kampanię, twierdząc, że może przynieść więcej złego niż dobrego. Czy to nie jest, aby przesada?

Wiele osób twierdzi, że „Kony 2012” nic nie zmieni. W sieci mnoży się od takich filmików, jak ten, w których pojawia się wątek polityczny - rząd nigdy poważnie nie zaangażuje się w szukanie Kony’ego, ponieważ nie będzie miał z tego wystarczających zysków. Nie wiem, czy rząd może zlekceważyć tak mocne naciski ze strony społeczeństwa. Ludzie masowo wysyłają swoje wiadomości w tej sprawie do najważniejszych osób w USA, w tym do Georga Busha czy Billa Clintona (swoją drogą ciekawe będzie zobaczyć, do kogo najczęściej ludzie pisali, uznając tę osobę za najbardziej wpływową). Spory szum robią także celebryci, a ich wsparcie zapewnia miliony kolejnych zainteresowanych. Tweetowała o tym chociażby Rihanna, która jest jedną z najbardziej wpływowych osób w mediach społecznościowych. Poza tym Invisible Children to także bezpośrednie niesienie pomocy np. poprzez LRA Crisis Tracker - narzędzie, które rejestruje przypadki przemocy w tym regionie. Czy „Kony 2012” będzie miało rzeczywisty wpływ na politykę, to się dopiero okaże. Myślę, że takie naciski na rząd nie mogą pozostać zlekceważone.

Spór między zwolennikami a przeciwnikami kampanii trwa cały czas. Najbardziej dziwi mnie temat tych dyskusji (kłótni?). Wszyscy rozmawiają o kampanii, odchodząc chyba trochę od sedna sprawy. Nie ważne, czy Kony jest dalej w Ugandzie, czy nie - ważniejsze, że gdzieś tam jest i że takie rzeczy się dzieją. Kony w 2006 roku spotkał się z przedstawicielami prasy i odciął się od zarzucanych mu zbrodni, zwalając je na rząd. Prawda jest jednak taka, że dowodzona przez niego Armia Bożego Oporu (LRA) jest oskarżana o morderstwa, okaleczenia, przestępstwa seksualne i wiele innych zbrodni oraz o uprowadzenie ok. 30 tysięcy dzieci. Kony porywa młode dziewczynki i przyznaje je zasłużonym podwładnym w nagrodę… a to wszystko pod sztandarem 10 przykazań! I to jest prawdziwy problem nad którym wszyscy powinni debatować. Jak słusznie zauważa autor tego artykułu nieporozumienie bierze się stąd, że jest grupa osób, która podeszła do sprawy rozumem, podczas gdy ta kampania ewidentnie działa na emocje. Myślę, że gdyby spotkała się siła i umiejętności do pociągnięcia ludzi Rusella z wiedzą na temat Afryki i jej potrzeb np. pani Kagumire wyszłaby z tego naprawdę dobra i skuteczna kampania. Ale czy wtedy nie znaleźliby się tacy, którzy powiedzą, że można było to zrobić lepiej? Każdy film będzie uproszczeniem, bo nie jest możliwe w 30 minutach zawrzeć wszystkich skomplikowanych aspektów ciągnącego się od lat konfliktu.

Clictivism

Teraz jest więcej ludzi na Facebooku niż było na świecie 200 lat temu… - to spory potencjał do wykorzystania dla organizacji pozarządowych. Różne są sposoby, w jaki one to robią, ale to już temat na osobny artykuł. Warto tylko wspomnieć, że “Kony2012” została wpisana w zjawisko nazwane clictivismem. Po sieci krążą podobne memy, które ujmują sedno sprawy:

Dobroczynność dla leniwychDobroczynność dla leniwych

Niektórzy uważają, że takie kampanie w social mediach mogą tworzyć złudną nadzieję pomocy – kliknę sobie i ratuje świat, co jest zagrożeniem dla prawdziwych działań społecznych. Ciekawa debata na temat „Kony 2012” jako elementu tego zjawiska, odbyła się w The Stream . Sama Betty Bigombe powiedziała, że gdyby w czasie, kiedy prowadziła rozmowy pokojowe istniały media społecznościowe, może ich efekt byłby lepszy. Na koniec jeszcze raz przypomnę, że celem działań Invisble Children było dotarcie z pewną wiadomością do masowej rzeszy odbiorców i zostało to osiągnięte. Nie mogą być jednak odpowiedzialni za to co każdy z nas zrobi z taką informacją. Wiadomo, że będą ludzie, którzy tylko klikną i poczują się z tym fajnie, ale znajdą się i tacy, którzy zagłębią ten problem, a być może część z nich, weźmie w przedsięwzięciu aktywny udział. Twój wybór. Ja wolę coś robić niż krytykować, nawet jeśli nie będzie to zrobione „najlepiej”.

Podziel się opinią