Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

socjomania
25 kwietnia 2012 Katarzyna Blak

Bajka o Cyfrowej Szkole

Śledzę na bieżąco temat dotyczący Cyfrowej Szkoły nie tylko od zewnątrz, ale i od wewnątrz. Jak czytam te wszystkie „ochy” i „achy”, jak to wspaniale, że wreszcie jest i jak to wspaniale, że nasze szkoły będą mieć sprzęt i dostęp do internetu, a nauczyciele nawet zostaną przeszkoleni, a z czasem to nawet e-podręczniki będą dostępne, to robi mi się słabo. W sieci pojawiają się pojedyncze głosy sprzeciwu, głosy wskazujące na niedopracowanie tego projektu.

Proszę wstać, Cyfrowa Szkoła idzie

Czym jest projekt „Cyfrowa szkoła”? Co nieco już we wstępie zostało powiedziane, jednak żeby było fajnie i fachowo jest to rządowy program rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych. Uchwałę o „Cyfrowej szkole” z dnia 3 kwietnia 2012r. oraz rozporządzenie w sprawie warunków, form i trybu realizacji przedsięwzięcia dotyczącego rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych znajdziecie tutaj. Projekt „Cyfrowa szkoła” ma wspierać model nauczania zapewniający rozwijanie kreatywności, umiejętności współpracy i krytycznego myślenia uczniów, a także pozwalać im na sprawne wyszukiwanie oraz twórcze wykorzystywanie dostępnych źródeł wiedzy. Program opiera się na założeniu, że jednym z zasadniczych zadań współczesnej szkoły jest przygotowanie uczniów do życia w społeczeństwie informacyjnym, co oznacza, że powinni oni w szkole nabyć umiejętności posługiwania się TIK w procesie uczenia. I zdanie HIT! Zadanie to ma być realizowane przez nauczycieli, którzy potrafią świadomie i umiejętnie wykorzystywać technologie informacyjno-komunikacyjne w edukacji. Jestem zachwycona! Ale ilu jest takich nauczycieli ? Owszem, spotkałam kilku entuzjastów, świetnych praktyków, jednak co z większością?

Przygotujmy nauczycieli

Chciałoby się powiedzieć, że zaczynamy od… nie tej co trzeba strony. Co prawda, program jest realizowany pilotażowo, ale czy naprawdę wierzymy w to, że zapoczątkuje on zmiany i odmieni w Polsce podejście do cyfrowej szkoły? Tu nie chodzi o ślepe inwestowanie w szkoły, w dostęp do internetu, w e-podręczniki, a na jakimś dalszym miejscu szkolenie dla nauczycieli. Najpierw musimy zmienić podejście nauczycieli do nauczania z wykorzystaniem nowych technologii. Najpierw przezwyciężyć ich (w większości) negatywne nastawienie, później solidnie ich przeszkolić, dostarczyć programy, sprzęt, pokazać zasoby internetowe, z których nauczyciele poszczególnych przedmiotów mogą i powinni korzystać, nauczyć ich z tego efektywnie korzystać, a na to potrzeba CZASU. Później należy doposażyć szkoły, zapewnić dzieciom dostęp do sprzętu, a nie próbować zrobić wszystko naraz, bo to przyniesie tylko kolejne słabe efekty w kształceniu. W pierwszej kolejności, zadaniem rządu powinno być odpowiednie przygotowanie uczących: sprawdzenie, czy oni z tymi technologiami sobie radzą, czy nadążają, czy wiedzą gdzie znaleźć i jak wykorzystać dostępne im technologie. W tym przypadku jest na odwrót: najpierw wyposaża się szkoły, później chcą przygotować kadrę (ten proces jest przecież rozciągnięty w czasie) i doczekać, aż sprzęt „zestarzeje się”, a uczniowie będą wyśmiewać nauczycieli.

Jak to wygląda w praktyce?

Od kilku lat obracam się w środowisku akademickim i w szkołach, głównie podstawowych. Starsza kadra uważa, że nowe technologie to zło, przyczyna wielu chorób, w tym przyczyna wszystkich dysfunkcji. Ich zdaniem nowe technologie powinny być zakazane. W jednej z wiejskich szkół dyrektorka 2 lata temu zakupiła tablicę interaktywną, dzieci rwały się do obsługi, ale tablicę zamknięto w klasie. Do dziś jest nieużywana. Na moje pytanie, dlaczego tak zrobiła, odpowiada – Bo nikt nie potrafi się tym posługiwać. Fajnie – kupili, bo dostali pieniądze z Unii, ale nie było pieniędzy na przeszkolenie pracowników, nikt się nie kwapił do szkolenia, bo „to takie dziadostwo”. MENTALNOŚĆ – zmieńmy najpierw mentalność, sposób postrzegania nowych technologii przez nauczycieli, zapewnijmy im szereg szkoleń (jednodniowe dają tyle co nic). Przecież nauczyciele mają dostęp do internetu, do mediów społecznościowych, z których korzystają ich uczniowie – mali i duzi. Czemu nie wykorzystać tych zasobów najpierw? Sprawdzić, jak nauczyciele radzą sobie z narzędziami i wdrożeniem nowych technologii w nauczaniu za pomocą łatwo dostępnych, darmowych narzędzi? Mamy przykłady nauczycieli, którzy wykorzystują blog, Naszą-Klasę, Facebooka, kanał YouTube, Wikipedię czy serwisy dziennikarstwa obywatelskiego do pracy z uczniami. Dlaczego rząd nie zainwestuje w tych praktyków, nie zostaną przygotowane szkolenia, konferencje, na których przedstawią oni swoje pomysły wykorzystywane w pracy z uczniami? Tymczasem mamy do czynienia, z tym co zwykle w Polsce. O wykorzystaniu nowych technologii w edukacji mówią ludzie, którzy z edukacją nigdy nie mieli nic wspólnego, nigdy nie pracowali w szkole, nigdy nie widzieli, jakie obowiązki ma nauczyciel, jaki program ma realizować, ile pieniędzy dyrektor dostaje na przeszkolenie swoich pracowników, zainwestowanie w kadrę. Zróbmy sobie „Cyfrową szkołę”. No przecież to takie proste.

Nie tędy droga

Pozwalamy decydować ludziom, którzy edukację znają z rozporządzeń, które czytają. Pozwalamy szkolić ludziom, którzy o szkole nie mają zielonego pojęcia. Sprzęt tu nic nie da. Nowe technologie pędzą naprzód. Uczniowie wykorzystują je już dużo lepiej niż my. Mało tego, niejednokrotnie to oni uczą nauczycieli. Nie chcę nawet wspominać, ile razy na uczelni my jako studenci byliśmy proszeni o podłączenie rzutnika, bo wykładowcy nie chcieli dotykać tych „skomplikowanych urządzeń”. Mało tego, ilu z nich korzystało z dobrze wyposażonej sali? Prawie nikt. Jedynymi osobami korzystającymi z tego sprzętu była młodzież. Pytanie, czy nasi uczniowie potrzebują aż tak tego sprzętu? Przecież mają go przy sobie – w kieszeni oraz w domu. W uchwale czytamy, że całkowity koszt programu to 61 mln zł. W 2012r. na jego realizację przewidziano w budżecie państwa rezerwę celową w wysokości 50 mln zł (w tym 44 mln zł na zakup pomocy dydaktycznych). Wkład własny organów prowadzących oszacowano na 11 mln zł. Na e-zasoby edukacyjne, w tym e-podręczniki w latach 2012-2015 zaplanowano do wydania 45,5 mln zł ze środków unijnych (Europejskiego Funduszu Społecznego). Na realizację zadań w obszarze e-nauczyciel przewiduje się przeznaczyć 20 mln zł środków unijnych (Europejski Fundusz Społeczny). Proponowałabym wydać w pierwszej kolejności i więcej na SOLIDNE dokształcenie kadry, zapewnienie szkoleń z praktykami, którzy zauważają możliwości i zasoby portali społecznościowych, które są niemalże darmowym narzędziem do współpracy nauczyciel-uczeń, narzędziem, które można wykorzystać podczas odrabiania zadań domowych. Następnie wyposażmy szkoły w sprzęt. Czuję, że tym razem skończy się na tym, że szkoły zakupią różne pomoce i zamkną je tak, jak tę tablicę interakcyjną na klucz w schowku, bo i tak nikt nie wie, jak tego używać, nauczyciele i tak uważają, że to zło, a uczniowie będą wykorzystywać w sprzęt w innych celach niż edukacyjne, cicho śmiejąc się z uczących. Poczekamy, zobaczymy. Jeśli okaże się, że moje obawy nie były słuszne odetchnę z ulgą i postaram się już nigdy nie wątpić w naszą polską rewolucję cyfrową w edukacji.

Podziel się opinią