Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

facebook
6 kwietnia 2011 Wpisy gościnne

Koniec ery Facebooka

Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, Facebook ma już ponad 7 lat. Startował jako elitarny portal społecznościowy dla studentów na rodzimej uczelni założyciela, Marka Zuckerberga – uniwersytecie Harvarda. Następnie rozrastał się na kolejne uczelnie tworząc coś w rodzaju ponadnarodowej sieci dla studentów z całego świata. Jakiś czas później jednak, na fali sukcesu, portal ów otworzył się na użytkowników spoza uczelni i zaczął przypominać narzędzie, które znamy dzisiaj.

Obecnie, Facebook ma około 650 mln użytkowników i jest na prostej drodze do osiągnięcia miliarda użytkowników w 2012 roku. O ile, rzecz jasna, na drodze nie pojawi się poważna konkurencja. Facebook ma kilka rozwiązań, które napędzają marketingowe machiny i tworzą z sukcesu tego serwisu samospełniającą się przepowiednię:

  • Setki milionów użytkowników – to nie do przecenienia. Na Facebooku jest każdy: od dzieci po starców, od sprzątaczy do dyrektorów, od kmiotów do supergwiazd.
  • Ma przycisk “Lubię to” – genialny w swojej prostocie system oceniania treści napotkanych w Internecie. Prosty, a jednocześnie potężny. Właściciele serwisów internetowych sami instalują go na swoich stronach, gdyż pomagają zwiększyć ruch. Przycisk ten, budzący pozytywne emocje (gdyż nie ma swojego przeciwieństwa – przycisku “Nie lubię tego”), jest jednym z kluczy do sukcesu przedsięwzięcia Zuckerberga.
  • Jest modny – mimo, że stracił swój elitarny, zamknięty charakter, wciąż wyznacza trendy. Bo Facebook to serwis społecznościowy, ale jest częścią stylu życia, który opiewa wolność, przyjaźń i seksapil. Niech ilustruje to fakt, że firmy, reklamując się na ulotkach, w prasie, telewizji, coraz rzadziej odsyłają do swojej strony internetowej na rzecz przekierowania klientów do swojego fanpage’u na Facebooku.
  • Pozwala używać jednej tożsamości w całym Internecie – to zarówno wada i zaleta. Jedni nie lubią firmować swoich dokonań w Internecie własnym imieniem i nazwiskiem, inni lubią i robili to nawet w erze przedfacebookowej. Niemniej brak anonimowości w Internecie pozwala znacząco zmniejszyć liczbę trolli i wyłudzaczy, a także ograniczyć ilość spamu.

Oplecenie Internetu przyciskami “Lubię to” i zachętami do dzielenia się treściami ze znajomymi nie trzeba nikomu wskazywać palcem. Jest to jedna z przyczyn, dla których jedynowładztwo Facebooka trwać może bardzo długo. Ani użytkownikom, ani twórcom serwisów nie jest na rękę ciągła zamiana standardów. Z drugiej strony, pracodawcy często blokują swoim pracownikom dostęp do Facebooka, pozbawiając ich dostępu do znaczącej części funkcjonalności stron w Internecie. Ale Facebook to nie tylko sukcesy i pozytywy. Jest kilka spraw, które hamują eksplozję wzrostu:

  • Problemy z prywatnością – użytkownicy boją się, czy ich dane są bezpieczne. Portal zmienia się – programiści z Palo Alto/Menlo Park pod batutą Zuckerberga dokonują zmian i wprowadzają nowe funkcjonalności. Kontrowersje wokół niektórych wydają się być spore. Nas, Polaków, większość fal niezadowolenia użytkowników omija – designerskie dokonania grafików czy nowe usługi docierają do Polski z opóźnieniem. Rolę królików doświadczalnych pełnią Amerykanie. A ich niezadowolenie przekłada się na nasz rynek: nie ma się co oszukiwać, że gdy kapryśni Amerykanie opuszczą Facebooka, Polska pozostanie jego bastionem. Co to to nie, najzwyklej w świecie podążymy za nimi, choć z kilkuletnim poślizgiem.
  • Facebook wie o tobie dużo – i dzieli się tym z reklamodawcami. Świadomie lub nie, udostępniasz o sobie niebieskiemu koncernowi tony informacji: wiek, miejsce zamieszkania, status związku, ulubione filmy, a nawet poglądy polityczne i orientację seksualną. Znów, kampanie social media w Polsce nie specjalnie szaleją. Mają raczej formę przeznaczonych dla wszystkich i dla nikogo banerów-odsyłaczy do stron. Ale i tutaj, z pomocą wbudowanych w serwis narzędzi, można stworzyć akcję reklamową niszowego produktu, przeznaczonego, dla przykładu tylko dla sympatyzujących z prawicą, młodych mieszkańców Warszawy i okolic, lubiących wino i westerny. Tak sprofilowana reklama potrafi być piekielnie skuteczna i wiedzą o tym wszyscy – oprócz “statystycznego użytkownika”.
  • Widmo monopolizacji Internetu – w coraz to nowych branżach Facebook notuje zwyżkowe tendencje. Jest największym na świecie portalem społecznościowym, największym repozytorium grafiki i drugim największym repozytorium treści video w Internecie. Ale bicie rekordów jest tylko jedną stroną medalu. Co się stanie, jeżeli serwery Facebooka nagle padną?
  • Chcą stworzyć własną sieć – nietrudno odnieść wrażenie, że Facebook usiłuje stworzyć “Internet w Internecie”. Coraz większa część aktywności internetowej użytkowników odbywa się na stronach serwisu, serwis coraz bardziej od siebie uzależnia. To, co wchłonie, rzadko wypuszcza na zewnątrz. Ideę tę skrytykował nawet ojciec Internetu, Tim Berners-Lee, uważając, że prowadzi to do fragmentaryzacji sieci: dzielenia ją na to, co jest w Facebooku i to, co jest poza nim, co jest sprzeczne z dogmatem otwartości i niezależności Internetu.

Facebook CokeFacebook Coke

Sumowanie wad i zalet nie ma tu jednak większego sensu. Takich ocen dokonuje się podczas wyboru pomiędzy dwoma konkurencyjnymi produktami. Produkt, jakim jest Facebook, obecnie nie ma realnej konkurencji. Mam na myśli serwis o podobnej, a najlepiej rozszerzonej funkcjonalności, który miałby szansę (i jest technicznie gotowy) przyjąć na siebie chociaż część ruchu z Facebooka. Nikt nawet nie chce stawać w szranki z molochem. Co bardziej pragmatyczni twórcy społecznościówek podpisują umowy o współpracy, pozwalając na pełną, obustronną (a często nawet jednostronną: x –> Facebook) wymianę aktywności użytkowników.

Jednak wszystko na tym świecie ma swój koniec, a wyroki w Internecie zapadają szybko. Jeśli chodzi o portale społecznościowe, jesteśmy tam, gdzie są nasi znajomi. Żeby zrobić przesiadkę na inny serwis, nie trzeba zmieniać miejsca zamieszkania, przyjaciół, ani nawet nawyków. Szansa dla Facebooka na utrzymanie się na wzburzonym oceanie kaprysów internautów jest w kilku kwestiach:

  • Stworzenie własnej wyszukiwarki – to nic nowego, jedynie powtórzenie sukcesu Google’a. Z tym, że Facebook ma przycisk “Lubię to”, który mógłby zostać najlepszym filtrem treści w Internecie. Ma też o nas więcej informacji, i, co ważniejsze, dużo pewniejszych informacji. To, że wpisujemy w wyszukiwarkę Google (czy nawet ktoś po prostu wpisuje je na naszym komputerze) hasło “mszyca”, wcale nie oznacza, że jest ogrodnikiem mającym problemy z tymi szkodnikami i nie jest potencjalnym celem dla reklam o środkach ochrony roślin. Podczas gdy Facebook mógłby rozróżnić, czy jesteśmy ogrodnikami (będąc przypadkiem w grupie “Ogrodnictwo”), czy robimy jedynie projekt na biologię (sygnalizując to ustawiając status “</3 prezentacja z bioli :((((“). Oczywiście tak zaawansowane zastosowania to wymysł mojej fantazji, ale nie ma żadnych przeszkód jeśli chodzi o dostęp do danych, ani, jak sądzę, o stronę techniczną przedsięwzięcia. Pytanie, czy gra jest warta świeczki, ale to już oceniać nie mnie, tylko sztabowi finansowemu Facebooka.
  • Stworzenie w miarę wygodnego systemu udostępniania zdjęć – mimo, że Facebook jest największym dostawcą grafiki w Internecie (w ciągu zaledwie 20 min wgrywane jest tam 2,716,000 zdjęć!), to sposób prezentacji tej kolosalnej ilości danych jest marny. Zaś serwisy, takie jak Instagr.am pokazują, że amatorszczyzna zaprezentowana w profesjonalnym pudełeczku sprzedaje się w tej branży znakomicie.
  • Uruchamianie kolejnych usług w chmurze – Facebook musi coraz bardziej uzależniać od siebie użytkowników, skupiając jeszcze większe obszary ich internetowej aktywności. Istnieje, niezbyt popularny na razie, serwis Q&A, coś na rodzaj zakupów grupowych czy hosting zdjęć w wysokiej rozdzielczości, system komentarzy na strony “zewnętrzne” (te poza Facebookiem), mający być konkurencją dla popularnych platform, takich jak Disqus albo Intense Debate, a w planach jest także pełnoprawna skrzynka e-mail.
  • Klaryfikacja warunków użytkowania i ustawień prywatności – choć system zarządzania prywatnymi danymi na Facebooku jest chyba najbardziej rozbudowany w całej sieci, ludzie wciąż drżą z obawy na skutek możliwości przeglądania danych przez niepowołane osoby. W dodatku, niestety całkiem częste, usuwanie kont bez uprzedzenia nie wpływa pozytywnie na wizerunek firmy.
  • Wprowadzenie elementów korporacyjnych – FB nie kojarzy się z zastosowaniami korporacyjnymi, a raczej z nastolatkami, nieroztropnie wstawiającymi swoje zdjęcia po pijaku. Celowym byłoby, na zasadzie uruchamiania własnych usług bądź partnerstwa (już teraz działa tworzony we współpracy z Microsoftem pakiet biurowy online, docs.com), tworzenie aplikacji webowych zwiększających produktywność.
  • Udoskonalenie social graphu – świadomość istnienia opcji grupowania znajomych wśród użytkowników Facebooka jest bardzo niska, nikt na dobrą sprawę nie wie o jej istnieniu, a ci jej świadomi często jej nie używają, bojąc się trudności w konfiguracji i użytkowaniu tej funkcji. Zatem, w większości przypadków, do jednego wora wrzuca się przyjaciół, rodziców, nauczycieli, starszych kolegów, rówieśników itd. Nietrudno wtedy doprowadzić do nieporozumień. Przejrzysty, wizualny interfejs, w którym ustalano by kto może zobaczyć wiadomość, a kto nie, byłby dla wielu użytkowników zbawieniem.
  • Uwolnienie platformy reklamowej – umożliwienie jej wyświetlania serwisom zewnętrznym; kolejny raz byłoby to powtórzeniem sukcesu wielkiego poprzednika, Google’a. Jego AdSense zawojował Internet, stając się miejscem, do którego pierwsze kroki stawiają zarówno właściciele stron internetowych, czyli wydawcy, jak i reklamodawcy, chcący zainteresować swoim produktem i/lub zwiększyć ruch na swojej stronie. Nie ma raczej żadnych przeszkód, które stałyby na drodze dominacji platformy Facebooka w internetowym świecie reklamy.

Nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie hegemonia Facebooka miałaby znaleźć swój koniec. Wbrew tytułowi, nie wróżę tutaj rychłego końca temu portalowi. Ten artykuł pokazuje jedynie jak jest, jak być może i jak być powinno. Pokazuje też co zrobić, by było tak jak być powinno, a nie tak, jak mogłoby być, gdyby było inaczej.

Powyższy wpis ukazał się 4tego kwietnia na nowo powstałym blogu Froter.

Blog FroterBlog Froter

Podziel się opinią