Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

case studies social media
12 kwietnia 2011 Marcin Niewęgłowski

Stosunek edukacji do mediów społecznościowych: zachowawczy

Społecznościowa platforma e-learningowa z Kalifornii - Course Hero - podzieliła się ostatnio zebranymi przez siebie danymi na temat tego, w jakim stopniu media społecznościowe są wykorzystywane w oświacie (na poziomie koledżu i wyżej). Zarówno w celach wewnętrznych jak i na zewnątrz. Te informacje należy potraktować jako papier lakmusowy, ponieważ od nich zależy, jak szybko nasze szkoły wyższe przejdą na wyższy, społecznościowy poziom komunikacji. I w jakiej formie to nastąpi.

Materiały zgromadzone przez “Course Hero” są zarówno zaskakujące jak i zastanawiające. I to nie tylko na pierwszy rzut oka. Otóż okazuje się, że z dobrodziejstw social media są najbardziej skłonne korzystać wydziały humanistyczne i te zajmujący się na codzień tematyką nauk społecznych. Z kolei najmniejszy entuzjazm do społecznej komunikacji można zaobserwować w działach zarówno typowo ścisłych (fizyczne, matematyczne), jak i w tych, w których kształci przyszłych przedsiębiorców (zarządzanie i biznes) oraz kadry wspierające rozwój mechanizmów wolnorynkowych (ekonomia). Aż trudno w to uwierzyć, że szkoły wyższe kształcące przyszłą kadrę gospodarczą USA nie obdarzają, nie przyzwyczajają ani nie zapoznają swoich studentów z nowoczesnym know-how’em. A przecież innowacyjność w myśleniu jest motorem rozwoju każdego kraju.

To wywołało we mnie negatywne zaskoczenie. Natomiast pozytywnym jest to, iż zarówno młodzi wykładowcy jak i ci “starej daty” korzystają z mediów społecznościowych w mniej więcej takim samym stopniu. Ciekawie wygląda sprawa dostępności wykładowców na poszczególnych platformach social media, wykorzystywania ich do interakcji ze swoimi kolegami po fachu oraz do komunikowania się za ich pośrednictwem ze studentami. I tak 61% amerykańskich nauczycieli akademickich posiada swoje konto na Facebooku. 40% z nich ma profil na YouTube oraz 18% - tweetuje. Do interakcji z kolegami z pracy wykładowcy najczęściej wykorzystują Facebooka (18% z nich tak robi). Na kolejnym miejscu znajduje się YouTube (z 9% popularnością) oraz Twitter (4%). Druga pozycja największego serwisu wideo nie powinna dziwić. 46% tamtejszych wykładowców bardzo stawia na multimedialną otoczkę tworząc filmy oraz nagrywając podcasty, co stanowi uzupełniającą formę ich akademickiej dydaktyki. Przekłada się to także na liczby dotyczące ich kontaktów ze studentami za pośrednictwem social media. 21% wykładowców wykorzystuje do tego YouTube, 12% - Facebooka, a tylko 2% z nich “ćwierka” ze swoimi podopiecznymi. Ponadto powszechną praktyką stosowaną na uczelni St. Mary College Of Maryland jest 1-minutowe wideo jako uzupełnienie esejów autorstwa żaków.

Higher education social mediaHigher education social media

Świadomość wagi social media w wykonaniu amerykańskich szkół wyższych nie ogranicza się tylko do wewnętrznych spraw. Ich potencjał jest także wykorzystywany przy zewnętrznych przedsięwzięciach, np. w okresie przyjmowania aplikacji. Na pewno część z Was słyszała jakiś czas temu o tym, że szkoły wyższe zza oceanem sprawdzają potencjalnego studenta także po jego aktywności w mediach społecznościowych. Nie był to wcale żart prima aprilisowy, tak naprawdę się dzieje. Według danych “Course Hero” co 10 szkoła wyższa w USA, która znajduję się w elitarnym gronie Top 500, sprawdza aplikanta pod kątem jego “społecznego” profilu na Facebooku. Okazuje się, że takie praktyki mają większy wpływ na to, że potencjalny student zostanie oceniony negatywnie (38%) przez rekruterów danej uczelni, aniżeli wpłynie to dodatnio na jego notowania (25%) w ich oczach. Co więcej we wspomnianym wcześniej St. Mary College Of Maryland przy prowadzeniu rekrutacji w 2009 roku, w co 10 aplikacji można było znaleźć film od przyszłego studenta. Stawia się tam nie tylko na social mediowy charakter, ale także multimedialne aspekty.

Te, jakkolwiek bardziej czy mniej reprezentacyjne, badania autorstwa “Course Hero” idą tą samą drogą, co podobne przeprowadzone ostatnio w Kanadzie. W zeszły poniedziałek Ontario College of Teachers (organ skupiający ponad 230 tysięcy nauczycieli ze szkoł wyższych) wydał poradnik dotyczący relacji pomiędzy belframi a uczniami w środowisku social media. Można w nim przeczytać m.in. to, iż zaleca się, aby bakałaże nie powinni wchodzić w interakcje ze swoimi podopiecznymi na Facebooku poprzez “zostania ich znajomym”. Zamiast tego - rekomendowane są relacje za pośrednictwem oficjalnego fanpage’a danej szkoły. Równolegle Ontario College of Teachers nakazuje, aby nauczyciele nie śledzili swoich uczniów na Twitterze. Moim zdaniem taka forma zachowawczości jest podyktowana głównie tym, iż w Kanadzie potencjał zawarty w mediach społecznościowych jest częściej odbierany jako zagrożenie, a nie jako możliwość - potencjalna korzyść. Widać to wyraźnie w jeszcze jednym miejscu - w braku prowadzenia konwersacji, dialogu online ze studentami, kolegami z pracy czy też swoimi pracodawcami z góry uznając, że przerodzi się to w formę krytyki. O takich praktykach wspomina także to rozporządzenie autorstwa Ontario College of Teachers. Ogólnie rzecz biorąc w Kanadzie stawia się na kontakt za pośrednictwem poczty elektronicznej. I tyle.

Czy to dobrze, czy to źle dla oświaty? Trudno nie zgodzić się z tym, iż czasami offline’owe relacje pomiędzy nauczycielami a uczniami są wystarczająco skomplikowane (i budzące kontrowersje), aby rozszerzać ten horyzont o social media. Oczywiście nie można dać się zwariować i w ogóle zapomnieć o kanale komunikacyjnym, jak Facebook czy Twitter. Na pewno odradzam zachowania jednej z naszych ścisłych uczelni wyższych (której nazwy nie wymienię, aby nikomu z jej kadry nie robić przykrości), która (słowami swojej rzeczniczki) odpowiedziała mi pod koniec zeszłego roku (na moje pytanie związane z ich aktywnością na Facebooku), że oni go dopiero badają i że w ogóle “może wyjść z tego chwilowy trend”. Takie stanowisko zajmowała uczelnia wyższa, która wyraźnie eksponowała informatyczny charakter jako swoją mocną stronę.

Ale podsumowując temat “oświata versus social media”, nie odkryję Ameryki jeżeli powiem, że każdy ośrodek edukacyjny musi zadbać o wypracowanie polityki w social media. Zbioru zasad i procedur, które należy stosować oraz przestrzegać, aby ustrzeć się przed ewentualnymi sytuacjami kryzysowymi. A o nie, jak wiadomo, nie trudno.

Podziel się opinią