0
EN

Blog o marketingu internetowym

środa, 16 listopada 2011 | Michał Kosecki

Twitter - kiedy to w końcu zacznie zarabiać?

Grzegorz Marczak w jednym z wczorajszych wpisów poruszył temat stary jak sam Twitter – jego monetyzację. I rzeczywiście, trudno nie przyznać racji zarówno jemu, jak i Jackowi Dorseyowi – Twitter bazuje na przypadkowości…

Najnowsze pomysły dotyczące „jeszcze lepszego” kontekstowego dopasowania reklam (przy relatywnie małym z nich zysku) pokazują jedno – Twitter do reklam displayowych się nie nadaje. Choćby to był promowany tweet, a nie np. banner w wynikach wyszukiwania, internauci tego nie łykną. Podzielam zdanie Grzegorza odnośnie prognoz – jeśli przychody Twittera wzrosną z 150 milionów dolarów do 400 milionów w 2013 roku, to stanie się to tylko z dwóch powodów: albo serwis zwiększy popularność i zacznie zbliżać się do masy krytycznej w obecnym kształcie, albo zmieni się jego model biznesowy.

Zupełnie rozumiem obawy twórców Twittera, że nie chcą przestraszyć reklamą użytkowników. Jasne, jeden błąd i liczba korzystających z serwisów, aktywnych kont, może spaść. Dlaczego jednak nie korzysta się z bardziej delikatnych, acz skutecznych form monetyzacji?

Twitter już nie raz pokazał, że potrafi wchłonąć zewnętrzne serwisy we własne API (tak było z TweetDeckiem i serwisami hostującymi zdjęcia np. TwitPic) – to krok naprzód, dodatkowo zrobiony w wyjątkowo przemyślany i estetyczny sposób (pomijam kontrowersje związane z przejęciem TweetDecka). Dlaczego tego nie kontynuować?

Potencjał Twittera to użytkownicy. Obecnie wolumin ma rozmiar 300 milionów kont i już miliardy tweetów każdego dnia. Nie widać jednak żadnych poważnych ruchów w kierunku wykorzystania tej społeczności. Jakie by one mogły być?

Szerszy program partnerski. Weryfikowanie konta to jedno, ale są marki, którym brakuje polityki działania na Twitterze, stąd powstają takie konta-zombie jak np. Beyonce z prawie dwoma milionami followersów, obecnością 16,5 tys. list i… zerową liczbą tweetów. Content is the king? Ten przykład najdobitniej pokazuje, że i od tej zasady są w sieci wyjątki. Sugerowanie przynajmniej kilku scenariuszy rozwoju, ścisła współpraca z menedżerami gwiazd, to jedna z opcji, którą Twitter realizuje wyjątkowo słabo.

Rozszerzanie możliwości API – z moich obserwacji wynika, że Twitter dość ostrożnie (lub leniwie) podchodzi do wszelkich mechanizmów związanych z wykorzystywaniem własnego API przez aplikacje firm trzecich. Ostatnie novum, „Activity”, po raz kolejny pokazuje, że Twitter nie wie, w którą stronę iść i kopiuje rozwiązania typowych portali społecznościowych, co jest jest błędem kardynalnym, bo zabija unikalność tego serwisu – co przekłada się bezpośrednio na spadek jego wartości w dłuższym okresie czasu. Jakieś pomysły na nowe funkcje Twittera? Geolokalizacja tweetów, harmonogram wrzucania tweetów (asymilacja usługi Buffer), natywna obsługa rozwiązań typu pay with tweet – możliwości można mnożyć i testować na wybranej grupie użytkowników przed wprowadzeniem do całego ekosystemu.

Rozwój istniejących usług systemu – na czele z… wersjami językowymi. Tak, brakuje mi (i kilku moim nie-anglojęzycznym znajomym) wersji polskiej serwisu. Tomasz Skrzydło spłodził niedawno świetny tekst o wprowadzaniu nowych wersji językowych – gdzie jest Twitter w języku arabskim (ok. 3,5% ludności świata)? Dlaczego Twitter Translation Center traktuje po macoszemu większość proponowanych języków (bo raczej nie jest to problem finansowy lub kadrowy)? Z kolei wprowadzenie polskiej wersji językowej połączone z kampanią z niewielkimi nawet kosztami (jak na budżet i kolejne rundy finansowania tego serwisu) mogłoby sporo namieszać wśród polskich serwisów mikroblogowych.

Nie kopiować, tylko działać. Twitter Stories – czy my już tego gdzieś nie widzieliśmy? Serwis bardzo ładny, wykonanie i treść, ale to raczej easter egg niż power feature Twittera, a szkoda.

Dbanie o jakość woluminu użytkowników. Zabrzmi to brutalnie, ale Twitter musi zacząć kasować konta użytkowników nieaktywnych. Chwalenie się 300 milionami użytkowników (a w przyszłości większą liczbą) przestanie mieć znaczenie, jeśli wzrastać będzie odsetek kont-widm, porzuconych czy założonych jednorazowo przez boty. Facebook ma politykę dotyczącą reakcji serwisów na personalne konta porzucone lub należące do osób zmarłych. Można zacząć delikatnie, od kont nieaktywnych np. od trzech lat, ale rynek w końcu wymusi na serwisie tę opcję (lub jej brak doprowadzi do zafałszowanego obrazu rozmiarów serwisu).

Wykorzystanie power users dla płatnych kampanii. Połączyć to można z udostępnianiem (płatnym oczywiście) danych tych użytkowników (za ich zgodą) markom chcącym się promować i szukającym nowych kanałów dystrybucji. Wewnątrzsystemowe katalogowanie woluminu najaktywniejszych użytkowników i charakteryzowanie ich to najlepszy punkt wyjścia – pozwoli oferować dostęp do większej liczby potencjalnych odbiorców niż liczba followersów np. nowo powstałej marki lub produktu. Dlaczego nie?

System statystyk – serio, dlaczego oni tego jeszcze nie zassali? Tweety i ich drogę w ekosystemie serwisu (a nawet poza nim) można analizować na tyle sposób, że naprawdę jestem zdziwiony, że jeszcze tego nie ma. Monetyzacja? Wystarczyłby podział na statystyki ad intra dostępne dla wszystkich i ad extra dostępne dla „kont premium”.

Ewentualnie można jeszcze wprowadzić ograniczenia ilościowe, by płatne opcje stawały się koniecznością jedynie dla największych graczy na rynku (mały zasięg tweetów – obie opcje za darmo) – podobne rozwiązanie oferuje np. Google Analytics.

A Wy jak chcielibyście zarabiać na Twitterze, gdyby to był Wasz serwis?

Czytaj również

blog1 blog2

Na jakim etapie jesteś?