Zamknij

Nasz serwis wykorzystuje cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Szczegóły znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

20 kwietnia 2015 Marcin Niewęgłowski

10 faktów, o których warto wiedzieć: Unia Europejska w mediach społecznościowych

Zamieszkuje ją ponad 500 mln ludzi w 28 państwach, którzy posługują się 24 językami. Jest niezwykle skomplikowanym organizmem społeczno-polityczno-ekonomicznym. Łatwo jest pomylić Radę Unii Europejskiej z Radą Europy. Ilość instytucji, które odpowiadają za konkretne obszary Unii Europejskiej, powoduje, iż sfera komunikacji jest tam niezwykle złożona. Także w sferze mediów społecznościowych.

Osobiście podchodziłem sceptycznie do tego, że Unia Europejska potrafi lub potrafiła odnaleźć się w obszarze social media. Moja niewiara wynikała głównie z tego, iż Wspólnota Europejska kojarzy się jako twór niezwykle zbiurokratyzowany, który zajmuje się takimi sprawami, jak maksymalna krzywizna u bananów.

Ostatecznie okazało się, że wcale tak źle nie jest. Ale nie jest również różowo. Działania Unii Europejskiej w mediach społecznościowych zaskakują: zarówno na plus i na minus. Wspólnota Europejska potrafi zaszokować swoją otwartością na nowe media, ale także traktowaniem ich, jak stare media.

W związku z tym, iż  obraz jest niejednorodny, postanowiłem wyciągnąć dziesięć najważniejszych faktów na temat tego, jak Unia Europejska radzi sobie w mediach społecznościowych. Oto one:

1. Unia Europejska nie istnieje w mediach społecznościowych

Nie jest to żart. Bliżej mu do skrótu myślowego ;) Generalnie, jako jeden podmiot, Wspólnota Europejska nie istnieje na Facebooku, Twitterze, Instagramie czy YouTube. Jest ona reprezentowana w mediach społecznościowych przez poszczególne organy i instytucje. Pod tym kątem przypomina ona działalność państw w mediach społecznościowych (chociaż dla wielu Wspólnota to przede wszystkim federacja).

2. Społecznościowe “czarne plamy” Wspólnoty

Nie wszystkie organy unijne komunikują się ze swoimi odbiorcami za pośrednictwem social media. Nie znajdziemy tam np. Europejskiego Inspektora Ochrony Danych. Z mediów społecznościowych nie dowiemy się także o działalności dwóch niezwykle ważnych podmiotów finansowych Wspolnoty: Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (dzięki któremu mamy nowe drogi, oczyszczalnie ścieków, spalarnie etc.) oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego (wspierającego obszar MŚP).

3. YouTube - miejsce, gdzie poczujesz się jak schizofrenik

Social Media?Zapisz się na szkolenie

Z jednej strony unijne podmioty generują masę treści wideo. Widać to chociażby w przypadku Parlamentu Europejskiego czy Rady Europejskiej. Ale niestety ilość nie idzie w parze z jakością. Przekłada się to na ilość wyświetleń poszczególnych materiałów wideo. Ponad 90% z nich może poszczycić się maksymalną ilością odtworzeń na poziomie maksymalnie kilku tysięcy. Wynika to z jednego powodu. Treści tworzone i umieszczane na YouTube są projektowane pod standardy… tradycyjnej telewizji, czyli “gadające” głowy, relacje z posiedzeń i wydarzeń. Ogólnie nuda.

Z drugiej jednak strony, organy unijne potrafią wykorzystać YouTube’a do organizowania ciekawych e-przedsięwzięć. Tak było w styczniu 2014 roku. Wtedy to Komisja Europejska zaaranżowała hangout z europejskimi blogerami - wśród nich znalazł się Kuba Górnicki. Godzinna internetowa debata, w której wzięła udział wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej - Viviane Reding, dotyczyła udziału obywateli Wspólnoty w pracach nad ochroną danych osobowych.

Tydzień po blogerskiej debacie, odbył się kolejny hangout z Viviane Reding. Podczas niego odbiorcy mogli zadawać pytania wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej korzystając z hashtaga #askReding. Mogli to uczynić nie tylko użytkownicy Google+, ale także korzystający z Twittera czy Facebooka. Unijna ekipa, organizująca ten hangout, stale monitorowała media społecznościowe i wyłapywała pojawiające się zapytania. Niestety wspomniane hangouty nie przerodziły się w cykliczne wydarzenie. Wielka szkoda.

4. Facebookowy fanpage w rękach obywateli Unii

Pod koniec 2013 roku, Parlament Europejski zorganizował specjalne wydarzenie dla swoich odbiorców na Facebooku. Przed jeden dzień mogli oni wczuć się w rolę redaktorów fanpage’a wspomnianej unijnej instytucji. Ostatecznie wybrano trójkę, którą następnie zaproszono do Strasburga, skąd prowadzili oni komunikację facebookowego fanpage’a Parlamentu Europejskiego.



5. Społecznościowy hub dla fanów unijnej polityki

EP Newshub to projekt, obok którego trudno przejść obojętnie. Jest to platforma, która agreguje wypowiedzi - wpisy europarlamentarzystów i grup politycznych w mediach społecznościowych. EP Newshub zbiera informacje z m.in. Facebooka, Twittera, Google+ czy YouTube’a. Można szybko sprawdzić, jaki temat jest najczęściej podejmowany przez członków Parlamentu Europejskiego lub który z europarlamentarzystów jest najbardziej aktywny. Ponadto wszystkie wpisy można filtrować z uwagi na język (np. polski).

6. Otwarcie się na wizualne platformy społecznościowe

Bez wątpienia Parlament Europejski jest najbardziej społecznościową instytucją Wspólnoty. Można go znaleźć na Pintereście, gdzie jest stworzonych kilkadziesiąt tablic na różne tematy (i to w różnych językach). Parlament Europejski ma także swój profil na Instagramie (nic szczególnego moim zdaniem - bez polotu, bez charakteru) oraz (co było dla mnie wielkim zaskoczeniem) na Vine.

Ponadto na Instagramie można również odnaleźć profil Rady Europejskiej.

7. Społecznościowe konta prasowe

Unia Europejska stara się odpowiadać na wyzwania komunikacji w dobie nowych mediów. Dlatego też dział prasowy Rady Europejskiej posiada swoje konto na Twitterze. Kanałem telewizyjnym dla Parlamentu Europejskiego jest facebookowy fanpage. Te same treści można także znaleźć na jej “multimedialnym” profilu na Twitterze. Dla mnie osobiście zalatuje to lekkim spamem.

8. Nietypowe wykorzystanie mniej znanych platform społecznościowych

Zamiast profilu na LinkedInie, Parlament Europejski stworzył tam grupę tematyczną, która na szczęście nie jest miastem duchów. Ona żyje. Może nie codziennie, ale co kilka dni można zauważyć tam gorącą dyskusję na bieżące tematy Wspólnoty. Jest bardzo merytorycznie.

Pomimo swojej złożoności, osoby, które odpowiadają za komunikację unijnych organów, starają się wykorzystywać w 100% to, co dają poszczególne platformy społecznościowe. Na profilu Parlamentu Europejskiego na Google+ można natknąć się na posty z ankietami (tu i tu).

9. Animowanie dyskusji w social media

Snapchat, Instagrami aplikacje millenialsówZapisz sięna szkolenie z wykorzystania potencjału najnowszych aplikacji (Snapchat, Instagram, Vine, Tinder, Periscope i inne!)

Sytuacja w Rosji i na Bliskim Wschodzie, zmiany klimatyczne oraz potrzeba wykorzystania potencjału odnawialnych źródeł energii - to wszystko spowodowało, iż unijne organy od kilku tygodni intensywnie pracują nad rozwiązaniami, które zcementrują powstanie Wspólnoty Energetycznej.

W związku z tymi pracami, Komisja Europejska zaprosiła w lutym użytkowników mediów społecznościowych do włączenia się w to przedsięwzięcie. W tym celu stworzyła ona specjalnego hashtaga #EnergyUnion, który ma scalać e-debatę na ten temat w mediach społecznościowych. Prowadzona jest ona głównie na Facebooku i Twitterze.

10. Unijne materiały wideo sprawdzają się na Facebooku

Jak wcześniej wspomniałem, treść dostępna na profilach instytucji Wspólnoty na YouTube nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem. Inaczej jest za to na Facebooku. Widać to najlepiej na facebookowym fanpage’u Rady Europejskiej, gdzie ilość odtworzeń na poziomie kilku (a nawet kilkunastu) tysięcy jest na porządku dziennym.

Końcowej oceny nie będzie

Ambiwalencja - to idealne słowo, które opisuje to, jak w moim mniemaniu media społecznościowe są wykorzystywane przez unijne organy. Jest trochę blasków i przebłysków, ale jest i sporo cieni. Jak wspomniałem, niektóre unijne instytucje radzą sobie z mediami społecznościowymi w miarę dobrze, a u niektórych tego tematu po prostu nie ma.

Nie podejmę się ostatecznej oceny tego, czy jest dobrze, czy jest źle. Zdaje sobie sprawę, iż wdrażanie komunikacyjnych rozwiązań w przypadku tak złożonego podmiotu, jakim jest Unia Europejska, nie jest łatwe. Pomimo wielu działań “od czapy”, uważam, że za wielki sukces należy uznać to, iż podmioty unijne widzą potrzebę działania poza Facebookiem, Twitterem czy YouTubem.

Podziel się opinią